— List do Redakcji —

Za namową pewnej Ciekawej Osoby chciałem się podzielić moimi przeżyciami, odczuciami i refleksjami. Na pewno zadam kłam pewnym mylnym wyobrażeniom na temat „ojca Herosa”.
Zacznę od przedstawienia mojej skromnej osoby: Jarek, 28 lat, już prawie 2 lata, samo(dzielnie) wychowuję dwoje wspaniałych dzieci: Anastazję i Roberta. Na szczęście mogę liczyć na pomoc matki i przyszywanej babci. Powinienem zacząć od początku i też tak uczynię, choć nie będę się rozpisywał na temat matki moich dzieci, nie chcę jej oczerniać, nie mogłaby się bronić. Jak każdemu, jej także należy się szacunek.

Przejęcie opieki nad dziećmi poszło mi nader łagodnie, ale najgorsze było unormowanie tego faktu prawnie. Jako samotnemu ojcu, zdaniem sądu, nie przysługiwało mi prawo zwolnienia z kosztów sądowych, mimo udokumentowanej ciężkiej sytuacji materialnej rodziny. W urzędach różnego rodzaju i sądach spotkałem się z reakcją na mój apel o jakąkolwiek pomoc w stylu mema: „WTF”. Opieka społeczna nie potrafiła nawet wskazać mi instytucji udzielającej pomocy ojcom (mam tu na myśli odpowiednik Ligi Obrony Kobiet). Z pomocą przyszedł wujek Google. Znalazłem dwie organizacje: Centrum Praw Ojca i Dziecka oraz Samotni Ojcowie. To tam otrzymałem porady. Przede wszystkim uprzedzono mnie, że jestem na spalonej pozycji i muszę się bronić, udowadniając, że nie jestem jakimś dewiantem, przez którego rodzina się rozpadła.

Poczułem się tak zaszczuty, że potrzebowałem pomocy psychoterapeuty. Nie bałem się prosić o taką formę wsparcia, bowiem od mojej kondycji psychicznej zależy też kondycja moich dzieci. Co chwila musiałem uświadamiać ludzi, że moje postępowanie ma na celu tylko i wyłącznie szeroko pojęte dobro moich pociech, nie szukając poklasku ni rozgłosu. Niezliczoną liczbę razy chowałem męską dumę do kieszeni, nie licząc się ze zdaniem tzw. wolnych słuchaczy, którzy zawsze byli mądrzejsi i wiedzieli przez co akurat przechodzę, co czuję. Nawet już po rozwodzie jestem czasami atakowany, ale „niosę swój krzyż z dumą”, coraz lepiej radząc sobie z życiowymi problemami, ponieważ jestem zdeterminowany wychować moje dzieci na dobrych ludzi. Każdy aspekt naszego życia staram się dobrze przeanalizować, dla przykładu po wielkich dywagacjach z samym sobą nie zabraniam dzieciom kontaktu z ich matką. Zdarza się, że go animuję, przecież one nic tu nie zawiniły, mają prawo mieć matkę i ojca.

Ze smutkiem muszę przyznać, że po rozwodzie moje dzieci, jak i ja, jesteśmy szczęśliwsi, korzystamy z życia. Uczymy się cieszyć z pozoru małymi rzeczami, które kiedyś mogą okazać się wielkie, celebrujemy wspólnie spędzone chwile, takie jak beztroskie powroty do domu ze szkoły i przedszkola. Tak też jest z czasem, kiedy ich matka jest w Polsce. Obydwu stronom tłumaczę, by celebrowały wspólnie spędzone chwile, bo te biegną nieubłaganie. Nie ma pomiędzy nami tabu, staramy się nazywać rzeczy po imieniu, choć bardzo trudno jest wytłumaczyć dziecku pewne aspekty np. dlaczego mam nas zostawiła. Na szczęście jest czas, który jest najlepszym lekarstwem oraz pomoc w postaci olbrzymich pokładów miłości. W taki sposób można uspokoić, ustabilizować kołatające z żalu serduszko małego dziecka. Prócz miłości, potrzebowałem cierpliwości, konsekwencji i wyrozumiałości. Sporo czasu potrzebowaliśmy, by osiągnąć sukces. Najtrudniejsze jest okazywanie emocji tak, by być konsekwentnym, a nie surowym, by nie przesadzić w tę drugą stronę. Nie chciałbym, żeby moje skarby wyrosły na emocjonalnych dewiantów. Może przesadzam, ale takie są moje odczucia.

Żeby nie stać się przysłowiowym rozwodnikiem, frustratem oddaję się pasji uprawniania sztuk walki. Moje dzieci to rozumieją i zachęcają mnie do tego. Czyżby szczęśliwy tata równa się szczęśliwe dzieci?

Wiele osób myśli, że samotny ojciec nie może się opędzić od adorujących go kobiet. Nic bardziej mylnego! Jest nam niezmiernie trudno znaleźć odpowiednią partnerkę mogącą znieść świadomość, że jest ktoś ważniejszy od niej i nie są to jej dzieci. Samotność to jedno z naszych brzemion, z którym musimy się liczyć i jakoś sobie radzić. Mogę przyznać, że w tej samotności można się zatracić i zamknąć przed innymi ludźmi, a tę tendencję wzmacnia trauma jaką przetrwaliśmy.

Mam nadzieję, że moje słowa kogoś podbudują i zainspirują. Być może kiedyś coś się zmieni i samotni ojcowie nie będą już zaszczuwani i dyskryminowani.

Życzę szczęścia rodzinnego,

Jarosław Dzikowski
— Samo(dzielny) Ojciec

.

Drogi Rodzicu, Ty też możesz wypowiedzieć się na łamach Single Parents.
Jeśli chciałbyś podzielić się z nami swoją historią, przemyśleniami, przeżyciami,
to miejsce czeka na Ciebie.
Napisz do nas: kontakt@singleparents.pl
odpowiemy na każdy mail :)

.