Od zawsze byłam romantyczką. Wierzyłam w miłość od pierwszego wejrzenia, do grobowej deski. Naiwnie myślałam, że wiążąc się z kimś będę z nim na dobre i złe. Na zawsze razem. Szybko okazało się, że to co pięknie wygląda na wielkim ekranie, nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości. Rozum swoje, serce swoje, a los i tak dyktuje własne warunki.
Kochałam

Był moim ideałem. Chodzącym cudem. Miłością. Jedyną, wielką i niezastąpioną. Potrzebowałam go jak powietrza.  Motylki w brzuchu, palpitacje serca i czułe spojrzenia – to była moja codzienność. Nie interesowali mnie inni mężczyźni. Po co miałabym zwracać na nich uwagę, skoro miałam Jego?

Do czasu….

Nastąpił koniec, moje życie się zawaliło. Bolała mnie dusza. Łzy same spływały po policzkach. Nie umiałam skupić myśli na nikim i na niczym. Jedyną moją myślą był on. I setki pytań bez odpowiedzi. Dlaczego? To ‘dlaczego’ dudniło mi w uszach. Nie potrafiłam znaleźć odpowiedzi na moje pytania. Nie mogłam rozwiać wątpliwości. Miało być na zawsze razem, bez względu na wszystko. Miał o nas walczyć, kochać mnie do końca świata. I o jeden dzień dłużej. Miał chronić, bronić i rozpieszczać. Otaczać troską, akceptacją i zrozumieniem. Miał być.
Miał…  a co mi zostało ? Bolesne wspomnienia, złamane serce, zbolała dusza i perspektywa samotności.

Długo potemwiniłam całą męską populację. Budowałam mur obronny, który miał mnie bronić przed mężczyznami. Każdy był zły, podły i niedobry. Nie wierzyłam, że są tacy którzy mogą szczerze kochać, na zawsze. Zaniżyłam swoją samoocenę. Nic nie warta, mało atrakcyjna. Unikałam jakichkolwiek kontaktów damsko-męskich. Nie byłam w stanie wyobrazić siebie u boku innego. Przecież miał być na zawsze. Tak mówił.

Żadne tłumaczenia nie pomagały. Nie mogłam się przełamać. Bałam się odrzucenia, cierpienia. Nie chciałam powtórki z rozrywki. Trudno było mi uwierzyć w to, że są jeszcze faceci dla których związek jest jak dom – naprawia gdy się coś zepsuje, a nie wyrzuca.

Przełom nastąpił, gdy jeden ze znajomych powiedział „nie jestem wszyscy i nie mam na imię każdy”. Dało mi to do myślenia. Nie wolno winić innych za winy jednego człowieka. Powoli zaczęłam rozumieć, że wśród facetów zdarzają się barany i osły, ale są też wartościowi mężczyźni, którym można zaufać.

Po każdym rozstaniu przychodzi czas żałoby

Każda żałoba jednak ma swój kres. W końcu braknie łez, a tęsknotę zastąpi uczucie obojętności. Nie warto marnować życia, jest tylko jedno, trzeba je przeżyć jak najlepiej. Z perspektywy czasu wiem, że warto dać sobie szansę na szczęście. Otworzyć serce i duszę na nowy związek. Nie musi być taki sam, jak poprzedni. Może być lepszy. Warto zaryzykować. Lepiej żałować, że się nie udało, niż żałować że nie podjęło się próby. Zakończenie związku nie oznacza końca świata, choć na początku tak to wygląda.

Każdy koniec to początek czegoś nowego

W życiu szczęście przeplata się z nieszczęściem. Nie można sobie pozwolić na to, by jedna osoba zabiła w nas poczucie wiary w siebie i swoje możliwości. Kochać można wiele razy i na różne sposoby. Raz mocniej, raz mniej. Miłość ma różne oblicza.  Nie wolno porównywać innych mężczyzn do ex partnera. Każdy człowiek jest inny, indywidulany. Ma swoje wady i zalety. Serce to mięsień, którego trzeba używać. Nie używany zanika. Gdy zaniknie, człowiek nie żyje. Wegetuje.

Nie jestem ekspertem od pisania poradników dla kobiet

może nawet nie powinnam rościć sobie prawa do dawania komukolwiek rad, ale sama w życiu sporo przeszłam i wycierpiałam. Doskonale wiem, jak boli gdy ukochana osoba odchodzi. Taka, poza którą nie widziało się świata. Nie jest łatwo wymazać z serca te wspólne chwile, wspomnienia.

Dzieci kiedyś urosną i założą swoje rodziny. Nawet jeśli będą przyjeżdżać, zostawiać wnuki pod opieką to i tak człowiek nie będzie w pełni spełniony. Warto jest mieć przy swoim boku kogoś, z kim można porozmawiać, pójść na spacer czy wypić razem kawę. Nie uważam, by jednym szczęściem kobiety było posiadanie mężczyzny. Daleko mi do wysuwania tezy, że kobieta może czuć się spełniona jedynie u boku męża. Wiem jednak, że samotność nie jest dobrym przyjacielem człowieka. Nie jest przyjemna, nie daje satysfakcji. Warto zaryzykować, warto spróbować. Może się uda?

Jestem sama. Nie mam nikogo i nie szukam. W tej chwili tego nie potrzebuje i nie chce.  Daje sobie radę. Przestałam jednak używać „nigdy więcej”, bo tak naprawdę dlaczego miałabym nigdy więcej z nikim się nie spotkać? Powoli. Wszystko  wyjdzie w praniu. Jednego jestem pewna, nie będę zamykać się na nowe znajomości, bo każda nawet najgorsza czegoś nas uczy.

Aleksandra Czarnecka, 
samodzielna matka dwóch córek,
po burzliwym rozstaniu z ex.
Prowadzi bloga https://niecalkiemsamamama.blogspot.com/