Nie taki rozwód, jak go…

0
3554

Jedyna jaką znalazłam (choć przyznam, że nie szukałam zbyt dużo), powtarzana przez różne źródła definicja rozwodu mówi, iż jest to  „sposób rozwiązania istniejącego z punktu widzenia prawa związku małżeńskiego. Rozwód zdefiniować można zatem, jako sposób rozwiązania ważnego związku małżeńskiego przez sąd na żądanie jednego lub obojga małżonków.”
Myślę jak bardzo ta definicja jest płytka, jak wielu płaszczyzn nie dotyka, pomija. Jak gdyby poza kwestią prawną nie istniały żadne inne.

Tymczasem rozwód, mimo iż może być jedną z lepszych życiowych decyzji, jest burzeniem starego systemu, rozstawaniem się nie tylko z drugim człowiekiem.

To również rozstawanie się z pewną wizją siebie i swojego życia. Przekonaniami na swój temat.
Jest rozstawaniem się ze swoim systemem wartości. Zmusza do przewartościowania tego, w co dotąd się wierzyło.

Rozwód to sytuacja kiedy Twój związek, Twoje dzieci, Twoje łóżko, Twoje finanse nagle przestają być tylko Twoje. Państwo, kościół, rodzina, sąsiedzi…każdy ma swoje zdanie na temat Twojego małżeństwa. Rodzinna intymność staje się tematem do dyskusji, bywa, że również do moralnego osądu.

Nagle konfrontujesz się z instytucją sądu i kościoła, które mówią, co możesz, do czegoś cię zobowiązują, czegoś ci zabraniają. Twoje życie przestaje być Twoją prywatną sprawą.

Rozstanie wiąże się z potężną frustracją podstawowych emocjonalnych potrzeb, takich jak poczucie bezpieczeństwa, akceptacji, miłości, poczucia ważności i wyjątkowości. Frustracją potrzeb seksualnych, bliskości fizycznej jako jednego z wielu sposobów okazywania sobie bliskości. Jeśli się rozwodzisz, prawdopodobnie, z jakiś powodów, doświadczałeś/aś już frustracji tych potrzeb. Jednak formalne rozstanie wzmaga ich intensywność.

Rozwodząc się masz nową rolę w rodzinie i w społeczeństwie. Jesteś rozwodnikiem, samotnym ojcem. Jesteś rozwódką, samotną matką. Jakieś skojarzenia? Prawdopodobnie negatywne.

Doświadczasz bycia w mniejszości. A to nie jest przyjemne doświadczenie. Jesteśmy tymi, którym się nie udało. Tymi, którzy nie ułożyli sobie życia.

Tak, to jest moje doświadczenie. Każdy z nas, osób po rozwodzie, będzie to doświadczenie przeżywał na swój sposób. Ponieważ różnimy się typem osobowości, historią życia, tak więc również nasze małżeństwa i rozwody były/są różne.

Kiedyś myślałam, że wystarczy kochać. Myślałam, że wystarczy po prostu się starać.

Myślałam, że zestarzeję się z moim mężem i kiedy w wieku 22 lat wypowiadałam słowa przysięgi małżeńskiej, na prawdę wierzyłam, że nam się uda. Myślałam, że razem uda nam się zbudować szczęśliwą rodzinę, że coś razem osiągniemy. Kiedyś kupimy mieszkanie w bloku. Nie musimy mieć dużo pieniędzy, najważniejsze żebyśmy się kochali…

Za dużo cierpienia. Za dużo samotności. Za dużo niewidocznej ale wyczuwalnej przemocy. Za mało miłości. Za mało odpowiedzialności. Za mało…

Jestem katoliczką ale nie mam  zgody na stosunek kościoła do rozwodników. Zaczęłam więc zastanawiać się jaki mam stosunek do kościoła katolickiego, wiary, Boga. Czy chcę szukać miejsca da siebie w kościele czy będę realizowała moja potrzebę duchowości w inny sposób i w innym miejscu?

Co to znaczy „ułożyć sobie życie”?

Bycie w relacjach z innymi, również w wyjątkowej relacji z jedną osób jest jedną z najważniejszych ludzkich potrzeb. Może stąd myślenie, że ułożenie sobie życia to bycie z kimś. Nie ważne, że daję radę w wielu innych obszarach życia. W tym jednym poniosłam klęskę.

Kilka lat zajęło mi zajmowanie się moją „klęską”, mimo, iż wiedziałam, że jest to dobra decyzja. Równocześnie jednak miałam ogromny konflikt związany z moim systemem wartości, myśleniem o sobie, rolą w rodzinie, religią.

Powolutku, krok po kroku, odkrywam czego chcę. Nie chcę by ktoś mówił mi, co jest dobre a co złe dla mnie. Nie chcę by ktoś mówił mi, co mam o sobie myśleć, bo dokonałam takich a nie innych wyborów życiowych.

Melisa, mama Starszej i Młodej,
które możecie trochę poznać czytając blog
http://melisaobowiazkowo.blogspot.com/
O samotności, poszukiwaniu swojego miejsca
i samotnym rodzicielstwie.
Czasem na serio, czasem z przymrużeniem oka.
Zapraszam.