Z ogromnym smutkiem i niedowierzaniem przeczytałam List otwarty Samotnej Matki. Poruszyło mnie w nim chyba wszystko. Szkoda że autorka nie podpisała się imieniem i nazwiskiem, tylko użyła sloganu „samotna matka”, utożsamiając tym samym ze swoim stanowiskiem inne matki, które wychowują dzieci same. Co jest ogromnie krzywdzące dla kobiet, które prezentują kompletnie inną postawę.

Pisze Pani, że przez 3,5 roku „utrzymywała siebie i dzieci z zasiłków i alimentów”. Bo pracować się „nie opłacało”. Lepiej jest żyć na koszt podatnika. Czyli tak samo jak politycy, do których ma Pani pretensje, ze nie chcą dać Pani więcej. Bo przecież Pani się należy. Nie bardzo tylko rozumiem, czymże to Pani się przysłużyła tak bardzo społeczeństwu, ze musi ono teraz Panią utrzymywać? Zrezygnowała Pani z pracy, „bo to bez sensu, aby wynagrodzenie szło na spłatę długu”. Któż więc ten dług ma za Panią spłacić? Znowu państwo?

Pracuję, płacę podatki i nie chcę, aby szły one na utrzymanie młodej, zdrowej fizycznie osoby, której „za 600 zł” się nie opłaca.

Zagląda Pani natomiast innym w zasiłki i oburza się, że mają więcej. Może więc pora zakasać rękawy i wziąć się do pracy? Znikną wówczas problemy z „żenująco niskimi zasiłkami”, z niezapłaconymi rachunkami, z żebraniem o pomoc.

Nie może Pani znaleźć pracy, bo brutalnie odcięto Pani telefon i internet? Mogę podpowiedzieć kilka sposobów: można wziąć cv do ręki i roznosić je po mieście. Można kupić gazetę z ogłoszeniami, można samemu napisać ogłoszenia i rozwiesić je na słupach.  Można z telefonu i internetu skorzystać w urzędach pracy czy MOPSach. Można też założyć własną działalność. Można…tak, wiele jest możliwości, jeśli tylko się CHCE.

Twierdzi Pani, że problemem są dzieci. Bo nie ma Pani żadnej pomocy. A przecież dzieci zazwyczaj mają ojca, czy ojców? Nie pomyślała Pani, by zwrócić się o pomoc do tej właśnie osoby, współodpowiedzialnej?

Bo pracodawcy nie chcą zatrudniać matek, a samotnych matek już w ogóle” Przyznam szczerze, ze nigdy nie spotkałam się z dyskryminacją, a gdyby taka sytuacja miała miejsce, z całą pewnością poprosiłabym o pomoc odpowiednie organizacje.  A jednak pracowałam w wielu różnych miejscach i zawsze spotykałam się z ogromną pomocą i życzliwością pracodawców. Za przedszkole musiałam płacić sama, nie przyznano mi żadnej ulgi… Jak zresztą wszystkie moje koleżanki, które są również matkami. Przez krótki okres nie pracowałam, brałam wówczas udział we wszystkich możliwych szkoleniach, warsztatach, aby podnosić swoje kwalifikacje. Udzielałam się również wolontaryjnie, dzięki czemu nawiązałam masę nowych znajomości, zbudowałam też w ten sposób swój wizerunek, dzięki czemu w tej chwili mam bardzo dobrą pracę. Od osób podobnych Pani usłyszałam: „miałaś szczęście!”. Nie, drogie Panie. Ja sobie to WYPRACOWAŁAM. Mogłam siedzieć w domu i użalać się nad sobą, prosić o pomoc. Ale ja wolę działać. Dawać przykład mojemu dziecku, uczyć je zaradności, a nie wyciągania ręki po pomoc…

Zdumiewający jest fakt, ze nie ma Pani nikogo, ani jednej życzliwej osoby. Ale być może i ta sytuacja wynika z tej egoistycznej, roszczeniowej postawy?

Warto pomagać innym wtedy oni chętnie odwdzięczają się tym samym. W moim środowisku wymieniamy się opieką nad dziećmi tak, abyśmy nie musieli płacić dodatkowo za opiekunki. Oczywiście są to pewne wyrzeczenia, ale coś za coś. Dostajemy tyle, ile dajemy od siebie.

Pisze Pani, że nie chce od nikogo pieniędzy, podkreślając honor i godność, jednocześnie biorąc ciągle zasiłki i utyskując, ze za mało. A ja po raz kolejny pytam, dlaczego akurat Pani się należy co dała Pani światu od siebie, poza dwójką, z pewnością uroczych, dzieci?

Być może powinna Pani zapoznać się z dramatyczna sytuacją na Ukrainie, zanim zacznie Pani tak pogardliwie wypowiadać się o ludziach, których życie każdego dnia jest realnie zagrożone. Którzy naprawdę nie mają wyjścia. Którzy nie mają takich możliwości jak Pani, która żyje w wolnym kraju. I z całym szacunkiem, ale za swoja sytuacje jest odpowiedzialna wyłącznie Pani.

Samotna Matka
Natalia Deszczyńska

Możesz odpowiedzieć na ten list pisząc do nas na adres kontakt@singleparents.pl lub w komentarzu poniżej.
Twoje zdanie jest ważne.