Kiedy rodzice się rozstają… – okiem coacha i doradcy rodzinnego

0
7117
Kiedy rodzice się rozwodzą, myślą zwykle:
„uff, wreszcie koniec tej udręki”.
Ale tak naprawdę to początek zupełnie innych problemów, o których mało kto – decydując się na rozwód – myśli.

Bo nagle okazuje się, że z tą samą partnerka czy partnerem, z którym nie umieliśmy się dogadać – dogadywać się jednak trzeba. Choćby dlatego, że sąd rodzinny zwykle poprosi rodziców o plan opieki rodzicielskiej, który trzeba dogadać, ustalić, uzgodnić. No i jak to zrobić? Przecież myśmy się zupełnie nie dogadywali – mówią rozwodzący się rodzice. Gorzej: najczęściej wciąż, mimo rozwodu, ze sobą walczą. O uznanie, o szacunek, o to, kto jest lepszym człowiekiem, lepszym rodzicem, kto jest w porządku, a kto całkiem nie.

Po co na mediacje

Jeśli rodzicom uda się trafić do mediatora, żeby przygotować plan opieki rodzicielskiej, jest szansa, że pomału zaczną ze sobą rozmawiać. Może nawet słyszeć się wzajemnie, może nawet szanować potrzeby tego drugiego – nawet jeśli wydaja się dziwaczne. Wtedy, trochę nieoczekiwanie, jakby przy okazji, mogą odkryć o co właściwie ze sobą walczą albo ostatecznie zgodzić się z samym sobą na rozstanie. A jeśli już pojawi się ta świadomość – a świadomość zawsze leczy – mogą wreszcie naprawdę zauważyć i poczuć nie tylko siebie samych ale dziecko, które cierpi. I mogą zastanowić się i poczuć czego ono w tej piekielnie trudnej sytuacji potrzebuje.

Wszystko czego potrzeba rozwodzącym się rodzicom to jakieś minimum przytomności i świadomości siebie. Jeśli tego zabraknie – dzieci będą cierpieć.

Dzieci są dość tajemniczymi istotami, żyją w świecie trochę magicznym i dlatego maja jedną nieprawdopodobną cechę: jeśli dzieje się coś złego, zawsze biorą winę na siebie. Żeby nie wiem jak absurdalne wydawało się to dorosłemu. Więc po pierwsze: siebie obwiniają o rozwód rodziców. Jasne więc, że od w miarę przytomnych rodziców należałoby wymagać, żeby i jeden i drugi rodzic umiał i chciał rozmawiać z dzieckiem o tym i zapewniać je, że nie jest winne – przeciwnie, że jest niewinne.

Niestety, dzieci potrzebują obojga rodziców. I to nie tylko na poziomie potrzeb psychicznych ale na poziomie energetycznym. Potrzebują i męskiej i kobiecej energii, męskiego i kobiecego klimatu, który stwarza całość dziecięcego świata. Dlatego tak ważny jest kontakt dziecka z obojgiem rodziców. Jeśli nie da się tego spokojnie ustalić, jeśli sam widok partnerki czy partnera po rozwodzie jest za trudny – trzeba szukać pomocy psychologa, terapeuty rodzinnego czy choćby mediatora.

W miarę dorosły i w miarę poukładany człowiek potrafi sobie w końcu poradzić z własnymi uczuciami i reakcjami – i zadba o dziecko.

Kiedy rodzice się rozstają, dzieci czują się dosłownie rozrywane na dwie części. I dzieje się to także w tych rodzinach, w których jest dużo przemocy czy alkoholu. Kiedy podświadomie „znajdą” już jakiś mechanizm obronny, dzięki któremu dadzą sobie radę z sytuacją, że nie mogą być jednocześnie w dwóch miejscach – bo mama i tata mieszkają oddzielnie – przychodzi następny problem. Niezależnie od tego, czy widują oboje rodziców czy tylko jednego, są „miedzy młotem a kowadłem”. Jeśli będę się fajnie bawił z ojcem, co powie potem mama? Przecież ona ojca nie lubi. Jeśli przypadkiem pochwale się, że zrobiliśmy z mamą wspaniałą wycieczkę – co powie tata? Przecież tata nie lubi mamy. Tak zacznie się nieustający konflikt lojalności owocujący później ukrywaniem własnych uczuć, przydawaniem większej wartości zawsze komuś innemu, a nie sobie, powodujący kłopot z podejmowaniem decyzji.

Kiedy jednego z rodziców brakuje fizycznie, bo drugi rodzic zabrania kontaktu – w zabarwionym magicznie świecie dziecka będzie w jakiś sposób obecny i konflikt lojalności będzie trwał, ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Dzieci długo nastawiane wrogo wobec drugiego rodzica potrafią stać się „opiekunami” rodzica przedstawiającego siebie jako ofiarę drugiego. Biorą na swoje barki nie swoje zadania i obowiązki i często przez wiele lat „niosą” nie swoje ciężary, nie mogą żyć własnym życiem i nawet nie zawsze o tym wiedzą. Jako „opiekunowie” swoich mało przytomnych rodziców zyskują fałszywe poczucie mocy, które utrudnia im potem realistyczne ocenianie siebie, innych, świata. Cierpią jako dorośli, kiedy muszą zmierzyć się z „przebraniem”, w którym wiele lat żyli, kiedy próbują odkryć samych siebie.

autorka felietonu
Anna Mieszczanek

http://osrodekmediacji.pl/
Family & Dialog Coaching

_____________

Specjalnie dla czytelników singleparents.pl swoją wiedzą i doświadczeniem podzieliła się
Anna Mieszczanek – coach i mediator rodziny w Ośrodku Mediacji i Pomocy Rodzinie .

Pomagania ludziom w rozwiązywaniu konfliktów, w wychodzeniu z kryzysów i budowaniu dobrych relacji oraz trwałych porozumień uczyła się m.in. w Studium Pomocy Psychologicznej Jerzego Mellibrudy, podczas treningów Wojciecha Eichelbergera i na stażu w Polskim Towarzystwie Psychologii Zorientowanej na Proces.

Jest współzałożycielką Fundacji „Zadbać o świat”a także inicjatorką powstania przy Fundacji Ośrodka Mediacji Rodzinnych.
W 2000 roku założyła pierwszy w Warszawie Ośrodek Mediacji Rodzinnych.
Zainicjowała także kampanię „ZROBIONE – ZAPŁACONE czyli Praca domowa Kobiet – jak ją wynagradzać?”
Kampania Zrobione-Zapłacone Anna Mieszczanek
Współautorka – z Wojciechem Eichelbergerem – bestsellera pt. „Jak wychować szczęśliwe dzieci” (I wydanie w roku 1994, III w 2012)