— List do Redakcji —

Szanowna redakcjo,

bardzo dziękuję za artykuł dotyczący alienacji rodzicielskiej, tak jak wspomniałam w komentarzu na facebooku, nie do końca zgadzam się z jednostronnym traktowaniem w artykule rodzica, z którym dziecko mieszka.

Jestem samodzielną mamą od blisko 3 lat. Moja córka ( obecnie 4,5 letnia) i ja przeszłyśmy bardzo wiele. Regularne znęcanie się psychiczne i fizyczne, przed wyprowadzką oraz po wyprowadzce i w trakcie rozwodu ( rozwód bez orzekania o winie, papiery złożył mój były mąż pod wpływem swojej kochanki). Wyrok w sprawie rozwodowej zapadł w październiku zeszłego roku, a do dnia dzisiejszego nie mamy spokoju. Ale od początku.

Jak ważna jest rola obojga rodziców w wychowaniu dziecka wiem doskonale – jestem pedagogiem, z kilkuletnim doświadczeniem zawodowym. Sama wielu rodzinom pomagałam i pomagam. Dlatego mimo tego co przeszłam, nawet po wyprowadzce byłego męża zabiegałam o jego kontakt z dzieckiem, organizowałam wspólne wypady rodzinne – jakoś to się kręciło do lutego 2013 roku. Wówczas pałeczkę przejęła kochanka, z którą były mąż jest w związku od 2011 roku. W marcu 2013 roku złożył papiery rozwodowe, w maju w życie naszego dziecka wprowadził kochankę. Na oczach córki zrobili grę wstępną, kiedy córka wróciła do domu, waliła głową w ścianę, bo nie mogła zrozumieć co się stało. Kolejne spotkania z tatą i tą kobietą były jeszcze gorsze, zaczęli zastraszać małą, że jeśli się poskarży kto jest na spotkaniach i co się na nich dzieje, to może mi się coś stać – córka na szczęście powiedziała o tym. Dostała wsparcie psychologa, ja zresztą też – niestety tatuś wraz z kochanką do dnia dzisiejszego to robią. Obecnie mała ma zespół tików nerwowych. Starałam się, żeby na spotkaniach nie było kochanki – wówczas tatuś przestał przyjeżdżać przez dwa miesiące do dziecka, potem przedstawiał to, że ja mu zabroniłam – co było bzdurą, bo co kilka dni pisałam smsa, z prośbą o grafik widzeń z córką, lub przyjazd do dziecka. Córka do dnia dzisiejszego słyszy od taty i jego partnerki, że jestem chora psychicznie – co powtarza mnie, moim rodzicom i psychologowi.

Sąd – w sądzie opowiedziałam o wszystkim, zostaliśmy skierowani na badania do RODK, tam mój były mąż zrobił mi karkołomną awanturę w obecności biegłych – wynik? Że tatuś ma świetny kontakt z córką, a ja nie pogodziłam się, że odszedł do innej kobiety i nastawiam dziecko przeciwko tacie. Na szczęście sąd nie uwierzył do końca wynikowi badania, bo dostarczałam ekspertyzy od specjalistów do których sama chodzę z córką. Wyrok, mała ma być ze mną, tata ma kontakt, jednak nie może jej zabierać na noc ( o to prosiła moja córka, po tym jak tatuś siłą ją zatrzymał wieczorem, nie odwożąc do nas do domu i powiedział, że nigdy już po nią nie przyjadę), na spotkaniach nie może być osób obcych ( sąd nie doprecyzował, że to głównie chodzi o kochankę- bo w świetle prawa podobno się tak nie da).

Stan obecny – wyrok jest prawomocny  od grudnia 2014 roku, mimo, że zapadł w październiku, ponieważ były mąż wniósł o uzasadnienie wyroku. Mimo, że na spotkaniach ma nie być kochanki- jest, interpretują to, że nie jest osobą obcą, chociaż nie mieszkają ze sobą i nie są w konkubinacie. Dziecko nadal sika w majtki, robi kupę w majtki, ma zespół tików nerwowych, silne bóle brzucha, jest pod opieką neurologa, psychologa, w najbliższym czasie będzie przechodziła dalsze badania. Sprawia też bardzo dużo problemów wychowawczych w przedszkolu, mnie zaczyna traktować jak powietrze.

Zgłosiłam się na policję, kiedy wyrok sądu był naruszany, były mąż nadal awanturował się w obecności córki – składałam zeznania już wielokrotnie, w końcu w marcu poprosiłam o pisemne wyjaśnienie co zostało zrobione w mojej sprawie, po każdym moim zgłoszeniu. Odpowiedź – nic- bo mąż powiedział, że do takich sytuacji nie doszło, ja wymyślam. W trakcie sprawy rozwodowej, po tym jak córka upadła uderzyła się w głowę w obecności taty, a tata zrobił mi awanturę, że chcę iść z dzieckiem do lekarza, zgłosiłam się również na komendę i założono niebieską kartę. W odwecie wtedy jeszcze mąż założył mi niebieską kartę. Sprawa trafiła do prokuratury, oprócz mnie zeznania składali moi rodzice, dysponowałam również nagraniami awantur, jednak nikt nie chciał ich przesłuchać – sprawę umorzono.

Co zrobiłam oprócz walki? Już w 2013 roku zaprosiłam ich na wspólne spotkanie, gdzie mieliśmy omówić naszą sytuację, podzielić się obowiązkami – odpowiedź – jestem chora psychicznie, bo nie ma, żadnej kochanki, nie będziemy się spotykać, nie mamy o czym rozmawiać.

Podsumowując – mój były mąż jest czynnym zawodowo policjantem, jego kochanka jest kierownikiem w MOPSie, kuratorem społecznym. A my – ja i córka – jesteśmy ich ofiarami, które w państwie prawa nie mogą zadbać o siebie i swój spokój. Przestałam już wierzyć w sprawiedliwość, moje maleńkie dziecko, które szybko musiało dorosnąć, też już nie wierzy. Mała chce się spotykać z tatą, bo tęskni za nim, ale strasznie boi się kochanki. Nie mówi o tym tacie, bo boi się mu zrobić przykrość. To tylko niektóre ze słów, które usłyszałam od córki.

Pozdrawiam
Wyalienowana mama

Dołącz do dyskusji odpowiadając na ten list
w komentarzu poniżej,
lub pisząc do nas: redakcja@singleparents.pl