Witam serdecznie,

Na samym początku, chciałabym zaapelować aby każdy przed przeczytaniem mojego listu, najpierw przeczytał List Otwarty Samotnej Matki i sam zbudował swoje zdanie. W dalszej kolejności odpowiedź na list P. Natalii, a mój na końcu.
Przeczytałam oba listy i list Pani Natalii wydaje mi się być nazbyt oskarżycielski, aczkolwiek jest w nim trochę cennych uwag dla tych samotnych matek, które rzeczywiście nadużywają swojej pozycji w społeczeństwie. Jednak Samotna Matka z pierwszego listu taka nie jest.

Chciałabym stanąć w obronie Listu Otwartego Samotnej Matki, ponieważ zgadzam się i popieram każde jej słowo. W odpowiedzi na list otwarty napisany przez P. Natalię, mamy słowa wyrwane z kontekstu, które nie oddają całości wypowiedzi autorki i tego co chciała przekazać.

Pisze Pani, że przez 3,5 roku „utrzymywała siebie i dzieci z zasiłków i alimentów”. Bo pracować się „nie opłacało. Dalej zaczyna się tyrada na temat życia na koszt podatników. Jest też uderzenie w rezygnację samotnej matki z pracy (tutaj kolejne słowa wyrwane z kontekstu) bo to bez sensu, aby wynagrodzenie szło na spłatę długu”.

Odniosę się do tego ataku jednak z większa dokładnością niż poprzedniczka, bo widzę jednostronność w jej tekście i brak choćby minimum empatii.
Jak każdy się domyśla też jestem samotną matką, i wiem że los układa różne historie, dla jednej mamy ułożą się lepiej dla drugiej mniej przychylnie, dlatego też nie powinno się wrzucać wszystkich do jednego wora. Każdą sytuacją należy rozbić na czynniki pierwsze aby zrozumieć postępowanie drugiej osoby.

Jednak wracając do analizy ataku P. Natalii w odniesieniu do listu Samotnej Matki.

Po pierwsze jeśli wrócimy do tekstu samotnej matki to wyraźnie napisała, „Wychowuję sama synów od 3,5 roku. Przez ten czas utrzymywałam siebie i dzieci z zasiłków z MOPR, alimentów, zrobiłam staż zawodowy, który tak naprawdę niczego mi nie dał, pracowałam jako opiekun osób starszych za około 600 zł miesięcznie.”

Zatem już widzimy, iż atak na samotną matkę tyczący się nieróbstwa i życia na garnuszku podatników zaczyna wyglądać trochę inaczej. P. Natalia wyrwała tylko kawałek o życiu z zasiłków ale o pracy nie wspomniała. Czytając list otwarty samotnej matki dowiemy się też dlaczego i skąd twierdzenie, iż praca na spłatę długu się nie opłacała. Tutaj zacytuję „Z racji swojej sytuacji jestem zadłużona. Więc na moje pobory 600 złotowe poszło zajęcie komornicze i zamiast 600 zł wypłaty miałam niecałe 200zł. Załamałam się. Zrezygnowałam wtedy z pracy bo uznałam że to bez sensu żebym pracowała na spłatę długu kiedy jedzenia nie mam w domu.”

Znów mamy inny obraz sytuacji, nie wiem jakie priorytety ma P. Natalia i czy faktycznie jest samotną matką. Dla każdej matki zawsze na pierwszym miejscu jest dziecko, gdybym ja była w takiej sytuacji postąpiłabym identycznie i pracowała na czarno gdyby się udało. Bo droga P. Natalio jak wyżywić dwójkę dzieci za 200 zł na m-c? Zwyczajnie jest to nierealne. Zatem również postawiłabym na to aby wykarmić moje dzieci, bo jednak bez prądu się obędę, nie musze oglądać tv, za lodówkę posłuży mi balkon ale nie dać jeść moim dzieciom? Mam dać im umrzeć z głodu? Każda matka sobie od ust odejmie aby dziecko miało co jeść.

„Może więc pora zakasać rękawy i wziąć się do pracy? Znikną wówczas problemy z „żenująco niskimi zasiłkami”, z niezapłaconymi rachunkami, z żebraniem o pomoc.”.
  I tutaj P. Natalia znów dała popis, czytanie ze zrozumieniem się kłania. Jeśli autorka listu napisała, że ma komornika który zabiera jej całą pensję to okazuje się nie być to takie łatwe. Problemy z „żenująco niskimi zasiłkami nie znikną”, one będą nadal żenująco niskie tylko zmieni się osoba, a nie o to chodzi aby komuś innemu było gorzej i wtedy problem zniknie. Zwyczajnie zmieni tylko „właściciela”.

Twierdzi Pani, że problemem są dzieci. Bo nie ma Pani żadnej pomocy. A przecież dzieci zazwyczaj mają ojca, czy ojców? Nie pomyślała Pani, by zwrócić się o pomoc do tej właśnie osoby, współodpowiedzialnej?”. W liście otwartym nigdzie nie znalazłam zdania w którym matka napisałaby, że dzieci są dla niej problemem. Wnioskuję, że są problemem raczej dla Państwa.

Co do ojca, to trochę wtyka Pani nos w nie swoje sprawy. Nie zna Pani sytuacji tej kobiety i nie wie jakie są relacje z ojcem. Alimenty są, więc ojciec jest, ale:
-może jest pozbawiony praw
-może siedzi w więzieniu
-może jest alkoholikiem
-może zwyczajnie nie interesuje się dziećmi i nie chce pomagać

Naprawdę nie Pani to oceniać, i stwierdzenie –  dzieci mają ojca, ojców, jest jak dla mnie bardzo nie na miejscu.

Bo pracodawcy nie chcą zatrudniać matek, a samotnych matek już w ogóle” Przyznam szczerze, ze nigdy nie spotkałam się z dyskryminacją, a gdyby taka sytuacja miała miejsce, z całą pewnością poprosiłabym o pomoc odpowiednie organizacje.”

Ja sama podczas jednej z rozmów kwalifikacyjnych zostałam zaatakowana słownie na wieść o moim dziecku. Zaczęły się insynuacje, bo kto się dzieckiem zajmie jak będę w pracy, a czy do przedszkola chodzi, a co jak choruje?.
Co Pana/Panią to obchodzi?! Zwróciłam uwagę, iż od roku pracowałam mając już dziecko i nikt mnie nie zwolnił, to znaczy że się sprawdziłam. Chciałam zmienić pracę na taką, która byłaby bliżej mojego miejsca zamieszkania. Pani (sama twierdziła, że ma dziecko), nadal insynuowała, że dziecko to to, to tamto. Ogólnie kłopot dla pracodawcy. Podziękowałam za rozmowę i wyszłam (byłam w komfortowej sytuacji, że miałam pracę więc mogłam odmówić takiej współpracy). Później na rozmowach nie wspominałam o posiadaniu dziecka, sprawdzałam się za każdym razem, nawet lepiej niż pracownicy bezdzietni.
Znam też historię osoby mi bliskiej, którą notorycznie zwalniają z pracy za L4, gdy dziecko zachoruje. Też jest samotną matką. Ma na utrzymaniu dwóch synów jeden z niewielkim stopniem niepełnosprawności, młodszy idzie teraz do szkoły. Nie ma jej kto pomóc jak dziecko zachoruje, nie ma się kto nim zająć. Więc zgodnie z prawem bierze L4, później wręczają jej wypowiedzenie. Nie pracuje kilka m-cy, idzie do kolejnej pracy, sytuacja też taka sama i tak w koło. W okresach bezrobocia oczywiście zaczynają się długi, problemy itp.
Zatem z pracodawcami nie każdy ma tak kolorowo. Trafić na dobrego i wyrozumiałego jest trudno, jednak podczas rozmów trzeba zatajać fakt o dzieciach, bo może wpłynąć negatywnie na ocenę naszej osoby.

Nie może Pani znaleźć pracy, bo brutalnie odcięto Pani telefon i internet?” darowałaby Pani sobie tą ironię. Zastanówmy się, hmm… mam 200 zł na co je wydać? Zapłacę 1/10 czynszu (na resztę nie starczyło a dzieci będą jadły tynk ze ścian). Droga Pani, proszę spojrzeć realnie, jeśli znajdzie się Pani w takiej sytuacji to naprawdę, mimo szczerych chęci nie opłaciłaby Pani wszystkich rachunków. Nie zapłaci Pani dwóch i dziękujemy odcinamy. Później trzeba opłacić całość na raz co może być niełatwe jeśli sytuacja materialna nie ulegnie szybko poprawie, a znalezienie pracy czasem trwa dłużej niż byśmy tego oczekiwali. Roznosić CV, zabrać dzieci ze sobą? Nie to źle wygląda, ale najpierw trzeba je wydrukować, ale nie mam pieniędzy. Może napiszę odręcznie? Kiepski pomysł, wyrzucą zaraz jak tylko przyniosę (wiem bo byłam świadkiem wielu rekrutacji, takie CV nie wygląda dobrze i zazwyczaj jest odrzucane w przedbiegach). Zatem czasem szukanie może być trudniejsze niż nam się wydaje.

„Zagląda Pani natomiast innym w zasiłki i oburza się, że mają więcej” Nie inni, proszę nie uogólniać, został podany konkretny przykład:
„Miasto podobno nie ma pieniędzy na pomoc dla mnie i moich dzieci. Jednak kiedy stałam w kolejce do kasy mężczyzna stojący przede mną śmierdzący alkoholem dostał 3-krotnie większy zasiłek ode mnie. W odpowiedzi na pytanie do pracownika socjalnego o powód takiej decyzji usłyszałam, że alkoholik to chora osoba.” Jak chora to wysłać go na leczenie przymusowe, a nie dawać pieniążki żeby miał dalej za co pić. Problemem w naszym kraju jest to, że Państwo, urzędnicy, pomagają nie tym co trzeba, i nie tak jak trzeba. Przychodzi alkoholik to na leczenie, jak się wyleczy i nie będzie pił to na szkolenia, staże dać mu „wędkę a nie rybę”, pomóc stanąć mu na nogi. Nie chce i woli pić? Niech radzi sobie sam, dlaczego Państwo ma dokładać do jego libacji z kolegami? Żeby powiększyć grono bezrobotnych i alkoholików w kraju?
Przychodzi matka, to pomóc i jej, a nie zabierać dzieci bo nie ma pieniędzy. W liście otwartym został poruszony również temat odbierania dzieci ubogim. Dlaczego ja matka która stara się jak może, nie pije, nie bije, lecz dba ale akurat straciła pracę mam bać się pójść po pomoc bo mogą mi odebrać dziecko, które kocham? Które nosiłam pod sercem 9 m-cy i wychowuję od tylu lat. Dlaczego wedle Państwa zaopiekuje się nim lepiej obcy człowiek który dostanie na opiekę dla niego 1000 zł i cały wachlarz innej pomocy? Czemu mi Państwo nie pomoże wyżywić moich dzieci kiedy powinie mi się noga? Czemu idąc do Urzędu Pracy słyszę, że pracy dla mnie nie ma proszę przyjść za 3 m-ce. Przez te 3 m-ce będę drżała o to czy uda mi się znaleźć pracę na własną rękę zanim ktoś odbierze mi moje dziecko.

„Zdumiewający jest fakt, ze nie ma Pani nikogo, ani jednej życzliwej osobyAle być może i ta sytuacja wynika z tej egoistycznej, roszczeniowej postawy?”
Cóż nie każdy w życiu jest otoczony wianuszkiem przyjaciół, zwłaszcza jak każdą wolną chwilę poświęca opiece nad dziećmi, poza tym znajomi też pracują, też mają swoje życie nie każdemu uśmiecha się siedzenie z czyimś dzieckiem. Rodzina? Może jej nie być, ja osobiście nie mam rodziców dziadków, żadnej bliskiej rodziny ani od strony ojca ani matki. Różnie z tym bywa. Co do roszczeniowej i egoistyczne postawy to naprawdę takiej tu nie zauważyłam. Wręcz przeciwnie, bo Samotna Matka przemawia w imieniu innych jej podobnych.

Co zauważyłam w takim układzie? Matkę wołającą o pomoc, matkę która poświęca się dla dzieci, która chciałaby żyć normalnie jak każdy, nie musieć odmawiać swoim dzieciom wszystkiego bo nie starczy na jedzenie. Dziecku nie wytłumaczysz, że Cię nie stać, małe dziecko aż tak świata nie rozumie, a matce serce pęka za każdym razem gdy nie może spełnić nawet najdrobniejszej prośby dziecka choćby o głupiego lizaka. Matkę która wiele przeszła lecz dalej się stara jak może, i chce wiedzieć czemu nie może liczyć na należytą pomoc w kraju w którym się urodziła i w którym rządzący tak krzyczą aby rodzić dzieci, a w razie niepowodzenia odwraca się plecami do swojego obywatela.

List Otwarty Samotnej Matki jest pytaniem co nasi przyszli kandydaci na Prezydenta RP, zamierzają zrobić aby poprawić tą sytuację, jak rozwiązać ten problem. Autorka nie żebrze w nim o pieniądze, nie mówi że coś się jej należy, nie jest roszczeniowa. Próbuje zrozumieć, dlaczego dzieje się tak a nie inaczej. Czemu w innych krajach pomoc nie tylko samotnym ale każdym rodzicom jest tak daleko rozwinięta, a u nas leży i woła o pomstę do nieba. Mam znajomych w różnych krajach i nigdzie nie jest tak źle, wszędzie pomoc rodzicom jest oczywista, dzieci odbierane są w ostateczności a nie dlatego, ze ktoś stracił pracę i tonie przez to w długach. W Polsce choćby kosmetyki dla niemowląt koszmarnie drogie w Anglii matki wybrane dostają w aptece za darmo, w Norwegii potrzebujesz pomocy? Pomogą jak mogą ale będą bacznie obserwować każdy Twój podejrzany ruch (czyli nie ma nic za darmo, a u nas bezrobocie kwitnie bo alkoholik to chory i dajmy jemu, a nie innemu obywatelowi, który naprawdę jest potrzebujący).

Dołączam się do pytania, czy nasi przyszli kandydaci na Prezydenta RP pomyśleli o tym aspekcie podczas swojej kampanii?

Innym samotnym mamom, życzę powodzenia i wiary w siebie. Żyjemy dla naszych dzieci i walczmy o nie do samego końca.

Pozdrawiam i też nie podam swojego imienia z przyczyn oczywistych

Mama z Warszawy

Możesz odpowiedzieć na ten list pisząc do nas na adres kontakt@singleparents.pl lub w komentarzu poniżej.
Twoje zdanie jest ważne.